niedziela, 2 września 2012

Pierwsza noc, pierwszy dzień.

   Melisa jest z nami od 20 godzin - pełnych wrażeń - zarówno dla nas jak i dla Meli. Meli jest trochę większa niż wynikało z opisu :) Własciwie wielkość spaniela. Jutro postaramy się dotrzeć do veta i zważyć księżniczkę - leciutka narazie. Pod palcami przy głaskaniu skóra i żebra.
Pierwsze spotkanie z domownikami - suczką gospodynią Kulką - bezproblemowe. Kulka ogonkiem machała aż furczało i Meli też zamachała kilka razy. Potem w domu trochę zazdrości o ludzi było - ale powoli ustala się hierarchia i myślę że wszystko będzie ok.
Pierwsza noc - wydaje się że Meli nie zmrużyła oka - krąży cały czas po mieszkaniu, praktycznie nie kładzie się ani na chwilę.
Ranek. Meli świetnie daje sobie radę z chodzeniem po schodach i na smyczy - aż się nie chce wierzyć że uczy się tego zaledwie od kilku dni - musi być bestia bardzo pojętna. Kolejna zaleta - prawie nie szczeka :)
Byliśmy dziś na długim spacerze w parku skaryszewskim - prawie 3 godziny. Meli boi się dużych psów i takich które podbiegają podskakując - jeży sierść i zaczyna warczeć i poszczekiwać. Inne pieski - bez względu na płeć wita przyjaźnie machając ogonkiem. Niestety spacer nie przyniósł oczekiwanego efektu - ani razu:( Trzymajcie kciuki za nas, bo jak widać droga do czystości będzie niełatwa. Narazie posłanie wylądowało już w pralce - nic dziwnego, pies przyzwyczajony przez całe życie załatwiać się tam gdzie śpi. W ruch poszły podkłady i mop:)
Jutro wrzucę kila zdjęć ze spaceru a dziś już dobranoc:)
ps. Apetyt za trzech - chwila nieuwagi i zrzucona ze stołu miska z sałatką - skorupy na szczęście:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz